The Kingsmen – „Louie Louie”piosenka, której nie zrozumiało nawet FBI

17 maja 1965 roku laboratorium FBI zakończyło jedną z najdziwniejszych ekspertyz w swojej historii. Przez wiele miesięcy technicy odtwarzali w kółko trzyminutowy singiel zespołu z Portland, na 78, 45 i 33 obrotach, a potem jeszcze wolniej, żeby ustalić, czy amerykańskie nastolatki nie kupują w sklepach płytowych pornografii. Werdykt brzmiał: tekst jest „niezrozumiały przy każdej prędkości” („unintelligible at any speed”). Agenci przesłuchali autora piosenki i muzyków, zebrali kartki z rzekomymi „prawdziwymi słowami”, które krążyły po szkołach, i niczego nie udowodnili. Przeoczyli za to jedyną rzecz, która na tej płycie naprawdę była nieprzyzwoita. W 54. sekundzie nagrania perkusista Lynn Easton spudłował przejście i wyraźnie zaklął, co po latach sam przyznał. „Louie Louie” w wersji The Kingsmen to piosenka, którą zna każdy, a której słów prawie nikt nie rozumie, i jedna z najbardziej nieprawdopodobnych historii w dziejach rocka: od kawałka papieru toaletowego za kulisami sali tanecznej w Anaheim po senat stanu Waszyngton.
Marynarz, barman i 750 dolarów na ślub
Piosenkę napisał w 1955 roku Richard Berry, czarnoskóry wokalista rhythm and bluesa z Los Angeles, znany w branży bardziej z głosu niż z nazwiska. To on, bez podpisu na płycie, śpiewał główną partię w „Riot in Cell Block #9” zespołu The Robins, wyprodukowanym przez Leibera i Stollera, i to jego głos odpowiada Etcie James w jej pierwszym przeboju. Berry występował wtedy gościnnie z grupą Ricky’ego Rillery, The Rhythm Rockers, która grała latynoską „El Loco Cha Cha” René Touzeta. Z tego utworu pochodzi zapętlony motyw, na którym opiera się „Louie Louie”, a pewien wpływ miała też „Havana Moon” Chucka Berry’ego. Słowa przyszły podobno za kulisami Harmony Park Ballroom w Anaheim, a Berry zapisał je na kawałku papieru toaletowego. Piosenka jest monologiem jamajskiego marynarza, który przy barze opowiada o dziewczynie czekającej na niego za morzem. Barman ma na imię Louie, a pomysł, by śpiewać do barmana, Berry wziął z klasycznej „One for My Baby”.
Nagranie Richarda Berry’ego i zespołu The Pharaohs ukazało się w kwietniu 1957 roku jako strona B singla „You Are My Sunshine”. Przebojem zrobił je didżej Hunter Hancock, który odwrócił płytę i zaczął grać drugą stronę. Piosenka stała się regionalnym hitem, zwłaszcza w San Francisco, ale nie ogólnokrajowym. W 1959 roku Berry, potrzebując pieniędzy na ślub, sprzedał prawa autorskie do niej i czterech innych utworów szefowi swojej wytwórni za 750 dolarów. „Wszyscy wtedy sprzedawali swoje piosenki” („Everybody sold their songs in those days”), mówił po latach bez większej goryczy. Ta transakcja miała go kosztować fortunę, ale historia skończyła się dla niego lepiej, niż mogło się wydawać.
Garaże północnego zachodu
Zanim „Louie Louie” podbiła Amerykę, zawojowała jej najdalszy zakątek. W Seattle grali ją na koncertach Ron Holden i Dave Lewis, a w 1960 roku nagrał ją Rockin’ Robin Roberts z zespołem The Wailers. Ta wersja, uznawana za pierwsze garażowe wykonanie piosenki, w 1961 roku była numerem jeden w seattlowskim radiu KJR, a jej riff stał się czymś w rodzaju hymnu rock and rolla północno-zachodnich Stanów. Każdy zespół w Oregonie i Waszyngtonie musiał umieć ją zagrać, bo bez niej nie dało się poprowadzić potańcówki.
Godzina w studiu i mikrofon pod sufitem
6 kwietnia 1963 roku do niewielkiego studia Northwestern Inc. w Portland przyszło pięciu nastolatków z zespołu The Kingsmen. Sesja trwała godzinę i kosztowała, zależnie od relacji, 36 albo 50 dolarów, a muzycy zrzucili się po równo. Kwota 36 dolarów przeszła do legendy, choć część źródeł zaznacza, że to bardziej opowieść niż udokumentowany fakt. Producentem był Ken Chase, didżej lokalnego radia KISN i menedżer zespołu. Muzycy grali na żywo, wszyscy naraz, a jedyny mikrofon wokalny zawieszono wysoko, mniej więcej metr nad głową śpiewającego Jacka Ely’ego, który musiał stawać na palcach, żeby się do niego zbliżyć. Ely nosił wtedy aparat na zębach. „Bardziej krzyczałem, niż śpiewałem, bo próbowałem przebić się przez instrumenty” („It was more yelling than singing, ‘cause I was trying to be heard over all the instruments”), wspominał. Wyszło nagranie zamazane, chropowate i niezwykle energiczne, z wokalem, z którego przy najlepszych chęciach trudno wyłowić słowa. W tym samym studiu, prawie w tym samym czasie, swoją wersję nagrali Paul Revere & the Raiders. Wydała ją duża wytwórnia Columbia, była numerem jeden na zachodzie USA i na Hawajach, ale w skali kraju utknęła na 103. miejscu.
Singiel Kingsmen ukazał się w czerwcu 1963 roku w małej wytwórni Jerden i na początku sprzedał się w około 600 egzemplarzach. Zespół zastanawiał się nad rozwiązaniem. Uratował go bostoński didżej Arnie Ginsburg, który puścił płytę w rubryce „najgorsza płyta tygodnia”. Słuchacze zareagowali entuzjastycznie. Nagranie przejęła nowojorska wytwórnia Wand, 2 listopada 1963 roku weszło na listę Billboardu, doszło do drugiego miejsca i spędziło na niej szesnaście tygodni. Na listach magazynów „Cash Box” i „Record World” było numerem jeden, a do kwietnia 1964 roku sprzedało się w milionie egzemplarzy.
Śpiewał Ely, kłaniał się Easton
Jack Ely nie cieszył się z tego sukcesu na scenie. W sierpniu 1963 roku, jeszcze zanim płyta stała się przebojem, perkusista Lynn Easton oznajmił na próbie, że chce wyjść przed zespół i śpiewać, a Ely ma się przesiąść za perkusję. Nazwa The Kingsmen była zarejestrowana na Eastona, więc formalnie to on rządził. Ely i basista Bob Nordby odeszli. Gdy „Louie Louie” szła w górę list, Ely chciał wrócić, ale Easton go nie przyjął i na koncertach poruszał ustami do głosu, który nie był jego. „Moje życie zatrzymało się w tym momencie” („My life stopped at that moment”), mówił Ely w 1998 roku. Spór zakończyła ugoda: Ely nie mógł używać nazwy zespołu, ale na kolejnych tłoczeniach oryginalnego singla pojawił się napis „Lead vocal by Jack Ely”, Easton musiał przestać udawać śpiew, a Ely dostał 6 tysięcy dolarów i udział w tantiemach. Obiecanej złotej płyty nigdy nie zobaczył. Próbował kariery z własnym zespołem The Courtmen i nagraniem „Louie Louie ‘66”, potem został powołany do wojska w czasie wojny w Wietnamie. Gdy wrócił w 1968 roku, nikt już na niego nie czekał. Przeszedł przez uzależnienie od narkotyków i alkoholu, a później tresował konie na ranczu w Oregonie. Zmarł 28 kwietnia 2015 roku. Do końca podkreślał, że za granie „Louie Louie” w radiu nie dostał ani centa, bo amerykańskie prawo płaci za to tylko autorom, a nie wykonawcom.
Rodzice piszą do Kennedy’ego
Tymczasem zamazany wokal Ely’ego zaczął żyć własnym życiem. Po szkołach krążyły kartki z rzekomo prawdziwym, sprośnym tekstem piosenki, które nastolatki przepisywały sobie nawzajem. Gubernator Indiany Matthew Welsh uznał nagranie za pornograficzne i poprosił rozgłośnie, by go nie grały. Wiele stacji się podporządkowało. Do prokuratora generalnego Roberta F. Kennedy’ego i szefa FBI J. Edgara Hoovera zaczęły trafiać listy od zaniepokojonych rodziców. Jeden z nich, z 30 stycznia 1964 roku, zaczynał się od pytania: „Do kogo się zwrócić, kiedy nastoletnia córka kupuje i przynosi do domu pornograficzne lub nieprzyzwoite materiały” („Who do you turn to when your teen age daughter buys and brings home pornographic or obscene materials”).
FBI potraktowało sprawę poważnie, bo przewożenie nieprzyzwoitych materiałów między stanami było przestępstwem federalnym. Agenci zbierali krążące wersje tekstu, przesłuchali Richarda Berry’ego, członków zespołu i ludzi z wytwórni, a nagranie trafiło do laboratorium, gdzie odtwarzano je z różnymi prędkościami. Ekspertyza z maja 1965 roku stwierdziła, że słów nie da się zrozumieć, więc nie da się też uznać ich za nieprzyzwoite. Źródła różnią się co do tego, jak długo trwała cała sprawa. Wikipedia pisze o 31 miesiącach, blog kolekcjonera, który w 1984 roku wydobył akta na mocy ustawy o dostępie do informacji, o ponad dwóch latach, a samo FBI w późniejszym komunikacie mówiło o dochodzeniu od lutego do maja 1964 roku, które „nie znalazło dowodów nieprzyzwoitości” („discovered no evidence of obscenity”). Akta udostępnione przez biuro mają 119 stron. Jedno jest pewne: afera tylko napędziła sprzedaż.
Milioner z zasiłku
Richard Berry przez lata patrzył, jak jego piosenka zarabia dla innych. W połowie lat osiemdziesiątych żył z zasiłku w South Central w Los Angeles. Wtedy producent napoju California Cooler zapragnął użyć „Louie Louie” w reklamie. Organizacja zajmująca się prawami artystów odnalazła Berry’ego i okazało się, że przy sprzedaży praw w 1959 roku zachował część uprawnień. Wydawcy zawarli z nim ugodę, która zrobiła z niego milionera. Berry miał też swoje zdanie o wersjach innych wykonawców. Najbardziej cenił tę Barry’ego White’a z 1981 roku: „Barry White zrobił to dokładnie tak, jak ja chciałem” („Barry White did it exactly the way I wanted to do it”). W 1988 roku wyjaśnił magazynowi „Esquire”, że w tytule nie powinno być przecinka, który dopisywano mu przez lata. Zmarł 23 stycznia 1997 roku. Kingsmen musieli walczyć jeszcze dłużej: prawa do własnych nagrań odzyskali od wytwórni Gusto Records dopiero w 1998 roku, po pięcioletnim procesie, który kosztował ich 1,3 miliona dolarów.
Dwa tysiące wersji i dzień w kalendarzu
Krytyk Peter Doggett napisał, że tę piosenkę „prawie nie da się zagrać źle”, i najwyraźniej wielu muzyków postanowiło to sprawdzić. Szacunki mówią o ponad 1600, a nawet ponad 2000 wersjach. Nagrali ją Otis Redding, The Sandpipers, punkowcy z Black Flag i The Kinks, których wersja z 1964 roku była numerem jeden na brytyjskiej liście EP-ek. Frank Zappa nazwał wykonanie Kingsmen „okaleczeniem” oryginału, który sam bardzo cenił. W 1978 roku John Belushi i jego filmowi bracia z korporacji Delta śpiewają „Louie Louie” w komedii „Menażeria” („Animal House”), choć to anachronizm, bo akcja filmu toczy się w 1962 roku, rok przed nagraniem Kingsmen. W 1983 roku wytwórnia Rhino wydała całą płytę złożoną z różnych wersji tej jednej piosenki, a studenckie radio KFJC zorganizowało maraton „Maximum Louie Louie”. Orkiestra Rice University zaśpiewała ją kiedyś a cappella na melodię „Alleluja” Händla.
Najdalej poszedł jednak stan Waszyngton. W 1985 roku Ross Shafer, gospodarz satyrycznego programu „Almost Live” w telewizji KING, rozpoczął kampanię, by „Louie Louie” zastąpiła oficjalny hymn stanowy „Washington, My Home”. Radni hrabstwa Whatcom przygotowali rezolucję mówiącą o potrzebie „współczesnej piosenki”, która wzbudzi dumę i przyciągnie turystów, a 15 marca 1985 roku Shafer przemawiał w jej obronie w senacie stanowym w Olympii. Izba reprezentantów pomysłu nie przyjęła, ale senat ogłosił 12 kwietnia 1985 roku „Dniem Louie Louie”. Na wiec przyszło kilka tysięcy osób, a lokalne zespoły zagrały specjalną stanową przeróbkę piosenki. Utwór, którego słów nie rozgryzło FBI, trafił w końcu do Rock and Roll Hall of Fame i Grammy Hall of Fame, a krytyk Dave Marsh umieścił singiel Kingsmen na 11. miejscu swojej listy 1001 najlepszych singli w historii.
Posłuchaj
Odtwarzacz YouTube wczytamy dopiero po Twojej zgodzie. YouTube (Google) może wtedy zapisać ciasteczka. Polityka prywatności
The Kingsmen – „Louie Louie”, kanał automatyczny „THE KINGSMEN – Topic”, nagranie dostarczone przez The Orchard Enterprises · Otwórz w YouTube ↗
Źródła
- Wikipedia (EN): Louie Louie
- Wikipedia (EN): Richard Berry (musician)
- Wikipedia (EN): Jack Ely
- History.com: The FBI laboratory weighs in on the „dirty” lyrics of „Louie Louie”
- American Songwriter: Remember when the FBI investigated the Kingsmen’s 1963 hit „Louie Louie”
- The Louie Report: akta FBI w sprawie „Louie Louie”
- NBC News: „Louie Louie” singer Jack Ely dies in Oregon at age 71
- NPR: Jack Ely, known for „Louie Louie”, dies at 71
- Pollstar: Kingsmen co-founder dies
- MyNorthwest: When „Louie Louie” almost became Washington’s state song
- Wikipedia (EN): Washington, My Home
Dziękujemy autorom i redakcjom wymienionych serwisów za możliwość skorzystania z ich informacji. Były one dla nas inspiracją. Tekst artykułu jest autorskim opracowaniem redakcji Rockmaniak.pl.
