Zespół

The Kinkscztery lata wygnania z Ameryki

Redakcja Rockmaniak.pl9 min czytania

The Kinks w Decatur w stanie Illinois, 22 czerwca 1965, w czasie pierwszej trasy po USA. Fot. J. D. Patrick, „Decatur Herald”. Domena publiczna, Wikimedia Commons

W czerwcu 1965 roku The Kinks mieli w Ameryce wszystko, czego potrzebuje brytyjski zespół w szczycie brytyjskiej inwazji: „You Really Got Me” i „All Day and All of the Night” na listach przebojów, „Tired of Waiting for You” na szóstym miejscu Billboardu i pierwszą wielką trasę po Stanach. Po trzech tygodniach wracali do Londynu skłóceni z menedżerem, promotorami i związkami zawodowymi, a amerykański związek muzyków (American Federation of Musicians) przestał wydawać im pozwolenia na pracę. Oficjalnego powodu nigdy nie podał. Przez następne cztery lata, akurat wtedy, gdy Beatlesi, Stonesi i The Who zdobywali amerykańskie stadiony, jeden z najlepszych zespołów brytyjskiej sceny nie mógł w USA zagrać ani jednego koncertu. Kinks zapłacili za to karierą za oceanem, ale wygnanie dało coś w zamian: Ray Davies, odcięty od Ameryki, zaczął pisać piosenki tak angielskie, jak nikt przed nim.

Statyw od hi-hatu

Zespół poleciał do Ameryki w stanie, który dziś nazwalibyśmy rozpadem. Bracia Ray i Dave Davies z Muswell Hill w północnym Londynie kłócili się od dziecka, a na trasie przestali się do siebie odzywać. Miesiąc wcześniej, 19 maja 1965 roku, w Capitol Theatre w Cardiff, Dave po pierwszej piosence kopnął zestaw perkusyjny Micka Avory’ego. Perkusista odpowiedział ciosem statywem od hi-hatu. Dave upadł nieprzytomny i trafił do szpitala, gdzie założono mu szesnaście szwów, a Avory uciekł z teatru w przekonaniu, że zabił kolegę. Policji tłumaczył potem, że to był element nowego numeru scenicznego, w którym muzycy rzucają w siebie instrumentami. Resztę brytyjskiej trasy odwołano. Wcześniej, w kwietniu, koncert Kinks w Kopenhadze skończył się bitwą fanów z policją. Muzycznie Kinks wciąż byli wtedy zespołem wychowanym na amerykańskim rhythm and bluesie i garażowym rocku. Rok wcześniej ich wersja „Louie Louie” była numerem jeden na brytyjskiej liście EP-ek. Mieli też reputację grupy, przy której wszystko może się wydarzyć, i zabrał ją ze sobą za ocean.

Problemy zaczęły się jeszcze w Londynie. Trasę mieli współtworzyć The Moody Blues, ale nie dostali wiz, więc w pośpiechu ułożono nowy plan siedemnastu koncertów, z których pięć odwołano z powodu słabej sprzedaży biletów. Gdy 16 czerwca przyszło do podpisywania umów, Ray Davies, jak twierdził później menedżer Larry Page, zamiast złożyć podpis, wylał atrament z pióra na podłogę.

Koncert u Johna Wayne’a Gacy’ego

Trasa ruszyła 18 czerwca w nowojorskiej Academy of Music od kłótni z promotorem Sidem Bernsteinem o kolejność zespołów na afiszu. Następnego dnia, w Filadelfii, Page trafił na krótko do aresztu, bo lokalny działacz związkowy zażądał od niego miejskiego podatku. Potem zespół objechał małe miasta Illinois, gdzie koncerty były źle rozreklamowane i źle zorganizowane. Jeden z nich, w Springfield, przygotował miejscowy działacz izby młodych przedsiębiorców, John Wayne Gacy. Kilkanaście lat później świat poznał go jako jednego z najokrutniejszych seryjnych morderców w historii Ameryki. Lokalna gazeta pisała po koncercie, że scenę przed fanami musiał osłaniać żywy kordon policjantów i ochroniarzy. Basista Pete Quaife opowiadał w 2000 roku, że Gacy zaprosił zespół do swojego domu, ale biografowie Kinks, Nick Hasted i Doug Hinman, uważają tę historię za zmyśloną.

Na zachodzie było jeszcze gorzej. W Reno koncert zbiegł się z miejscowym rodeo, przyszło niewielu widzów, a promotorka Betty Kaye zapłaciła zespołowi z góry tylko połowę gaży. Page zagroził procesem, a Kinks zagrali dwadzieścia minut zamiast czterdziestu. Następnego wieczoru w Sacramento grali czterdzieści pięć minut, ale wypełnili je w dużej części niekończącą się wersją „You Really Got Me”, co rozwścieczyło Kaye na tyle, że odwołała następny koncert w Stockton. Relacje z tych dni różnią się w szczegółach, ale wszystkie układają się w ten sam obraz zespołu, który robi, co chce, i promotorów, którzy mają tego dość.

Bójka w telewizji

Tydzień w Hollywood miał być spokojniejszy, bo zamiast koncertów zespół nagrywał występy z playbacku w programach telewizyjnych „Shindig!”, „Shivaree” i „Where the Action Is” Dicka Clarka. To tam doszło do zdarzenia, które według większości relacji przesądziło o zakazie. Ray Davies opisał je po latach w autobiografii. Na planie podszedł do zespołu mężczyzna, który przedstawił się jako pracownik telewizji, zarzucił im spóźnienie i wygłosił antyangielską tyradę. Na koniec zagroził: „Kiedy złożę raport o was, nigdy więcej nie będziecie pracować w USA” („Once I file my report on you guys, you’ll never work in the U.S.A. again”). Davies wspominał: „pamiętam, że ktoś mnie popchnął, ja się zamachnąłem i oddano mi” („I do recall being pushed and swinging a punch and being punched back”). Inne źródła opisują tę scenę inaczej. Według jednych do bójki z działaczem związkowym doszło 2 lipca w klubie Cinnamon Cinder, gdy Dave odmówił podpisania umowy ze związkiem artystów telewizyjnych, a Ray uderzył mężczyznę kilka razy. Według innych to Dave uderzył działacza, który nazwał brytyjską inwazję komunistycznym spiskiem. Wiadomo też, że zespół miał nie opłacić obowiązkowych składek związkowych za występ w programie.

3 lipca na Hollywood Bowl czekało piętnaście tysięcy ludzi, a Ray Davies odmówił wyjścia na scenę. Page wspominał, że przez cały dzień „prosił, błagał i płaszczył się” („spent all day pleading, begging, grovelling”). Pomogło dopiero ściągnięcie samolotem żony Raya z ich małą córeczką. Następnego dnia Page odleciał do Londynu, co muzycy uznali za porzucenie, a w San Francisco zespół w ogóle nie wyszedł na scenę hali Cow Palace, bo z czternastu tysięcy biletów sprzedano około trzech i pół tysiąca, a promotor chciał zapłacić czekiem zamiast gotówką. Trasa skończyła się 10 lipca w Seattle, po dwóch koncertach na Hawajach, w tym jednym dla amerykańskich żołnierzy. Z hawajskiego przystanku została piosenka „Holiday in Waikiki”, która trafiła potem na płytę „Face to Face”. Z menedżerem Kinks rozstali się w sądzie: proces z Larrym Page’em ciągnął się do października 1968 roku.

The Kinks po przylocie do Honolulu, lipiec 1965
The Kinks po przylocie na lotnisko w Honolulu, 5 lipca 1965. Fot. Pan American Airways, opublikowane w „The Honolulu Advertiser”. Domena publiczna, Wikimedia Commons

„Zasłużyliśmy na wszystko”

Związek nigdy nie ogłosił, za co ukarał zespół. W grę wchodziły awantury na scenie, zerwane koncerty, bójka w telewizji i niezapłacone składki. Ray Davies przez lata zmieniał ton. Raz mówił o „zamachu na reputację i spisku, żeby nas zniszczyć” („character assassination, [a] plot to destroy us”), innym razem rozliczał się bez litości: „Powodem zakazu była mieszanka złej agencji, złego zarządzania, pecha i złego zachowania. Więc zasłużyliśmy na wszystko, co dostaliśmy” („The reason we got banned was a mixture of bad agency, bad management, bad luck, and bad behavior…. So we deserved everything we got”). W 2017 roku przyznał, że o części sprawy nadal nie może mówić z powodów prawnych.

Skutki były bolesne. Najlepsze płyty Kinks, od „Face to Face” po „Arthur”, ukazywały się w Ameryce bez trasy koncertowej, która mogłaby je wypromować. Zespół, który w 1965 roku był w USA w pierwszej lidze brytyjskiej inwazji, wypadł z niej na długie lata i regularnie na amerykańskie listy wrócił dopiero pod koniec lat siedemdziesiątych.

Muzyka z wyspy

Wygnanie miało jednak drugą stronę. Odcięty od amerykańskiej sceny, od jej mód i brzmień, Ray Davies zaczął się przyglądać temu, co miał za oknem. „Amerykański zakaz bardzo mocno na mnie wpłynął, popchnął mnie do pisania czegoś szczególnie angielskiego” („The American ban had a profound effect on me, driving me to write something particularly English”), mówił w 2004 roku. „Zrozumiałem, że mam własny głos, który trzeba zbadać i wydobyć” („I realised that I had a voice of my own that needed to be explored and drawn out”). Od końca 1965 roku zamiast ostrych riffów w stylu „You Really Got Me” pojawiły się obserwacje obyczajowe i portrety Anglików: wyśmiewający londyńskich modnisiów „Dedicated Follower of Fashion”, leniwe „Sunny Afternoon” o arystokracie, któremu fiskus zabrał majątek, „Waterloo Sunset” o parze spotykającej się na londyńskim dworcu i jesienne „Autumn Almanac”. W 1968 roku powstała płyta „The Kinks Are the Village Green Preservation Society”, opowieść o angielskiej wsi, herbacie, starych fotografiach i ludziach, którzy chcą zatrzymać czas. Na początku sprzedawała się fatalnie, Davies szacował jej światową sprzedaż na około sto tysięcy egzemplarzy, ale z czasem stała się najlepiej sprzedającą się oryginalną płytą zespołu. Dziś krytycy uważają te piosenki za najważniejszy dorobek Kinks, a ich wpływ słychać po latach w brit-popie.

Spowiedź bez czytania

W kwietniu 1969 roku Ray Davies poleciał do Los Angeles negocjować koniec zakazu. Warunki były upokarzające: zespół musiał napisać przeprosiny do promotorki Betty Kaye i obiecać, że nie będzie o sprawie mówił publicznie. „Dosłownie podpisaliśmy zeznanie, to była spowiedź. Nawet go nie przeczytaliśmy” („We literally signed a confession – it was a confessional. We didn’t even read it”), wspominał. 17 października 1969 roku The Kinks zagrali pierwszy amerykański koncert od czterech lat, w nowojorskim Fillmore East, jako support zespołu Spirit. Cztery lata wcześniej grali dla piętnastu tysięcy ludzi na Hollywood Bowl.

Nowy przebój przyszedł rok później i znowu wymagał od Raya Daviesa podróży. Na kilka dni przed premierą singla „Lola” okazało się, że BBC nie zagra piosenki, bo pada w niej nazwa Coca-Coli, a publiczny nadawca nie pozwalał na reklamę marek. Taśmy matki były w Londynie, a zespół w trasie po USA. Davies przerwał trasę i poleciał do Anglii dograć dwa słowa, „cherry cola”. Według biografii pióra Thomasa Kittsa pierwsza sesja się nie udała, więc musiał wrócić na koncert w Chicago i 3 czerwca 1970 roku polecieć do Londynu jeszcze raz. W półtora tygodnia przebył dwa razy drogę przez Atlantyk i z powrotem. Na singlu jest więc „cherry cola”, a na płycie i na koncertach została „Coca-Cola”. „Lola” była pierwszym amerykańskim przebojem z pierwszej dziesiątki od 1965 roku, a w latach osiemdziesiątych The Kinks grali już w Ameryce w wielkich halach.

Pete Quaife zmarł w 2010 roku. Od 2018 roku bracia Davies i Mick Avory regularnie zapowiadają nową płytę. W 2023 roku Ray mówił o około dwudziestu niedokończonych piosenkach, ale do dziś nie ogłoszono ani płyty, ani trasy. Bracia nadal muszą się dogadać, co od zawsze było w tym zespole najtrudniejsze.

Posłuchaj

Odtwarzacz YouTube wczytamy dopiero po Twojej zgodzie. YouTube (Google) może wtedy zapisać ciasteczka. Polityka prywatności

The Kinks – „Waterloo Sunset”, oficjalny kanał zespołu · Otwórz w YouTube ↗

Źródła

Dziękujemy autorom i redakcjom wymienionych serwisów za możliwość skorzystania z ich informacji. Były one dla nas inspiracją. Tekst artykułu jest autorskim opracowaniem redakcji Rockmaniak.pl.

↑